13 Święto Grzybów w Węglińcu

Galeria foto - Termit
Galeria foto - Gosiek
Galeria foto - Maud
Galeria foto - Yanek
Obiecałam Wam relację z Węglińca w pierwszej wolnej chwili. Ten szczęśliwy moment właśnie nastąpił. W Węglińcu stawili się wszyscy zgłoszeni, czyli: Zenit, Rikardo, Ewa47, Termit, Anna Maria, Yanek, Ela.FP, Meryt, Trapez, Mietek, Maud, Aga, Mania, Szymon, Kuba, Gosiek, Maciek, Ola, Norbercik, Renia, Bogdan i ja. Mieliśmy „cynk" od Władka (właściciela zajazdu w którym co roku mieszkamy), że w okolicy jest bardzo sucho i krucho z grzybami. Wszystkie ekipy zbierały więc grzyby na wystawę w swoich ulubionych miejscach i po drodze. W okolicach Węglińca również udało się trochę znaleźć, toteż było co pooglądać.
Trudno opisać wszystko co się działo, bo nie sposób być równocześnie wszędzie. Organizatorzy zapewnili program rozrywkowy przez cały czas. Cały czas coś się działo na scenie i wśród stoisk. Każdy mógł znaleźć dla siebie coś ciekawego. Oprócz wystawy grzybów była wystawa starych motocykli, pszczelarska (z przeszklonym ulem, gdzie dokładnie było widać co pszczoły robią w środku), warsztaty garncarskie, wystawa rękodzieła artystycznego (haft, koronki). Dzieci mogły poskakać na gumowych sznurkach albo w dmuchanych pałacach, pochodzić po wodzie w przezroczystych kulach, pokręcić się na karuzeli, zjeść cukrową watę, albo ujarzmić nadmuchiwanego pegaza. Z atrakcji dla dorosłych wymienić trzeba coroczne zawody w rżnięciu drzewa i pokaz specjalnej maszyny, która w pięć minut potnie las na zapałki.
Nasza wystawa cieszyła się jak co roku olbrzymim zainteresowaniem. Odwiedzający przychodzili już w czasie układania i opisywania eksponatów. Pytania w tym roku były konkretne, a rozmowy długie i owocne. Wśród odwiedzających było bardzo wiele nowych twarzy.
W niedzielę, odbyły się XIII Mistrzostwa Europy w zbieraniu grzybów. Dało się odczuć panującą suszę, zawodnik, który wygrał uzbierał 2,30 kg, suma wszystkich grzybów przyniesionych przez uczestników konkursu wyniosła 30,48 kg. W tym roku wszyscy zawodnicy wrócili z lasu (w przeszłości zdarzało się, że ktoś się zgubił). Zawieruszył się tylko Trapez, ale dzięki łączności telefonicznej i uprzejmości Mietka dość szybko udało się go odnaleźć.
W czasie, kiedy zawodnicy zbierali grzyby w lesie, wystawa miała małą przygodę. Nagły, gwałtowny podmuch wiatru podniósł i przewrócił namiot, a przy okazji stoliki z ekspozycją. Pobojowisko było straszne. Przez chwilę myślałam, że trzeba będzie zamknąć wystawę. Jednak 40 minut wytężonej pracy, patyczki do szaszłyków i wykałaczki mogą sprawić cuda. Zanim zawodnicy i obserwatorzy wrócili z lasu, wystawa wyglądała jak nowa. Uzupełniona okazami przyniesionymi przez ekipę obserwatorów (Maud, Maciek, Trapez, Bogdan, Zenit) prezentowała się doskonale do samego końca.
Co jeszcze dodać? W wolnych chwilach intensywnie się integrowaliśmy, zajadaliśmy się ryczowskimi ogórkami, wspominaliśmy dawne czasy, nie obyło się bez śpiewów i tańców. Po zakończeniu imprezy większość wróciła do domów, a nasza czwórka (Zenit, Ewa, Rikardo i ja) przez Warszawę na Kaszuby.
Baśka


