Rok 2010 rozpoczęty.

 

   W dniach od 15-17 stycznia 2010 ruku rozpoczęliśmy nowy sezon grzybowy w pensjonacie "Harnaś" w Podobinie 

   Uczestnicy tej imprezy tak ją relacjonują swoje wrażenia:
Galeria foto - Robi
Galeria foto - Pan K
Galeria foto - Tomasz

Galeria foto - Rysiek z Żywca



Relacja Robiego

Już jesteśmy w domu. Po obiedzie i ciepłej kąpieli Honorata usnęła. Ja natomiast
zrobiłem małą galerię i postaram się napisać kilka zdań ze spotkania w Podobinie,
w pensjonacie "Harnaś". Proszę jednocześnie uczestników spotkania o uzupełnienie
opisu pominiętych przeze mnie zdarzeń i sytuacji.

Piątkowe popołudnie, walizka spakowana, wsiadamy do wozu i jedziemy do Dębicy
po Grażynę i Krystynę. Pakujemy dziewczyny do auta i ruszamy do miejsca przeznaczenia.
Tym miejscem jest pensjonat "Harnaś" w miejscowości Podobin koło Mszany Dolnej.
Już na wstępie mamy korek na drodze, trasę Pilzno - Tarnów pokonujemy ponad godzinę,
dalej już jest lepiej, lecz w terenie górzystym trafiamy na gęste mgły.
Docieramy jednak na miejsce przed dziewiętnastą i jako ostatni, no prawie ostatni posilamy
się smaczną kolacyjką, by po chwili wypakować walizki, umyć się, przebrać w obowiązkowe
stroje i rozpocząć biesiadowanie i wesołą zabawę. A zabawa i pogaduszki trwały do wczesnych
godzin porannych.
Sen przyszedł łatwo, wyjątkowo łatwo, a śniadanie pochłanialiśmy łapczywie, by nabrać
energii na trzygodzinny spacer po pięknie ośnieżonych stokach okolicy Podobina.
Rześkie powietrze i przebyte kilometry dobrze nam wszystkim zrobiły. Po obiedzie
rzuciliśmy się na wyrka ładując akumulatory na wieczorne atrakcje.
Zenit dojechał w sam raz na kulig. Trzy zaprzęgi wyruszyły spod pensjonatu, by gdzieś
w polach, między ogromną kołdrą białego puchu rozkoszować się kiełbaskami smażonymi
w ognisku. Z uśmiechami i wypiekami na twarzach wracaliśmy do pensjonatu, by wspólnie
spożyć kolację i dalej wspólnie przy stole biesiadować. A jak to bywa na takich spotkaniach
rozmowy toczyły się na różne tematy, choć wiadomo, grzyby miały pierwszeństwo.
Żal było się kłaść do łóżka w sobotnią noc, bo kładłem się z świadomością, że rankiem
trzeba będzie się żegnać z uczestnikami spotkania. Ale tak to już jest.
Miło będę wspominał te dni i mam nadzieję na rychłe ponowne spotkanie z Wami.
Dziękuję w imieniu Honoraty, Grażyny i Krystyny. Dziękuję ja. Dziękuję Wam wszystkim
za piękne chwile.
Do zobaczenia.
Robi

Relacja Pana K

Za nami kolejna udana impreza klubowiczów z pod znaku „grzyba" Smile Była to pierwsza impreza rozpoczynająca tegoroczny sezon -  bal karnawałowy i kulig. Tym razem organizatorzy zaprosili nas do pensjonatu „Harnaś" w miejscowości Podobin k/Mszany Dolnej. Dla niektórych miejsce już znane z kuligu w 2008r.

Do wyjazdu namówiliśmy naszego dobrego kolegę Piotra (ksywka „Ogór") i razem w trójkę wyruszyliśmy jeszcze przed południem z Łodzi z zamiarem odwiedzenia po drodze „granicznej strefy handlowej" w Chyżnem. Po zrobieniu zaopatrzenia :) dojechaliśmy na miejsce już po zmroku. Część uczestników już była na miejscu, nie obeszło się bez gorących i serdecznych powitań.
Po kolacji nadszedł czas przygotowania się do balu, wcześniej zapowiedziano, że koniecznie trzeba przywieźć ze sobą jakiś strój. Każdy z osobna był ciekawy co też inni przygotowali. Ileż było śmiechu i radości kiedy po kolei zaczęli się zjawiać przebierańcy, stroje były naprawdę ciekawe i pomysłowe, sami możecie to sprawdzić na zdjęciach. Nie zabrakło w związku z tym konkursu na najlepsze przebranie. Nagrody dostały Mela z Gosią, choć według mnie rewelacją był strój El@, no ale cóż, jako juror nie mogła na siebie głosować. Zabawa i biesiada trwała do późnych godzin, krótko mówiąc - Ach co to był za bal Smile

Drugiego dnia po obfitym śniadaniu (tu generalnie muszę pochwalić gospodarzy za przepyszną domową kuchnię) zaplanowany był spacer po okolicy, taki fotoplener. Początkowo było trochę pochmurno, ale słoneczko dzielnie przedzierało się przez chmury aby po jakiś kilkudziesięciu minutach zaświecić pełnym blaskiem, co widać na zdjęciach. To już była idealna pogoda na spacer, ale  również idealna do focenia. Zresztą popatrzcie na zdjęcia i piękne pejzaże i zabawy na śniegu, że o grzybkach (choć niewielu) już nie wspomnę.

Po powrocie Tomasz pochwalił się, że będąc na spacerze z dziećmi (w innym miejscu niż my) znalazł uszaki i zimówki oraz piękne okazy czyrenia ogniowego. Część z nas niezwłocznie podążyła w to miejsce z aparatami. Co jak co, ale zimówki trzeba było koniecznie sfocić. Szczególnie Ogór był bardzo ciekawy cóż to za grzyby rosną na mrozie i pod śniegiem, a do tego są jadalne. Smile

Poprzedniego dnia wieczorem miał też okazję po raz pierwszy spróbować marnowanych uszaków i stwierdził, że tak przyrządzone są warte zainteresowania, a tu w lesie zobaczył jak rosną. Ogólnie stwierdził, że wyniósł od nas jedną naukę, jak na ziemi jest biało to grzybów trzeba szukać wyżej, najlepiej na drzewach. Smile Po powrocie ze spaceru wszyscy niecierpliwie czekaliśmy na obiad siedząc przy kominku z najpopularniejszym napojem grzybiarza, rozmawiając i wymieniając opinie na różne tematy. Przed zaplanowanym wieczornym kuligiem wielkie poruszenie, przyjechał Prezes. Smile Po powitaniach czas było się zbierać, sanie już czekały, zapaliliśmy pochodnie i po usadowieniu się wygodnie ruszyliśmy żwawo na przejażdżkę po okolicy. Były podśpiewywania, pokrzykiwania i wiele śmiechu, ogólnie wesoło.
Po dojechaniu do celu na wyznaczone miejsce raz dwa pojawiło się ognisko, to i dobrze, trochę zmarzliśmy na saniach (po pogodnym dniu mrozik mocno trzymał), zaraz też przystąpiliśmy do pieczenia kiełbasek, wiadomo, nie ma jak kiełbaska z ogniska, znalazły się tez jakieś napoje rozgrzewające, było miło i sympatycznie, może brakło tylko jednego elementu, jak dla mnie, a mianowicie dobrego gorącego i rozgrzewającego grzańca.

Wracając z powrotem kulig zakończyliśmy jakiś kilometr przed „Harnasiem", to był odcinek drogi asfaltowej już bez śniegu i dodatkowo po górę. Nie było sensu obciążać koni, przy takim mrozie one i tak już swoje zrobiły, powożący byli nam mocno wdzięczni. Przespacerowaliśmy się ten kawałek dla zdrowia. Po dotarciu na miejsce, korzystając z tego, że wszyscy jeszcze w ubraniach, odpaliłem przywiezione sztuczne ognie, które na chwilę rozświetliły niebo nad Podobinem. Ot taki miły akcent na zakończenie kuligu.

Po kolacji niektórzy postanowili zaprezentować Zenitowi stroje karnawałowe na żywo, aby sam mógł zobaczyć i ocenić ich inwencję twórczą. Smile Było także oglądanie już zrobionych zdjęć, rozmowy, fotosesje, próbowanie grzybowych i nie tylko smakołyków, jeszcze długo po odjeździe Zenita. W niedzielę przed południem czas pożegnań, bawiliśmy się wspaniale, dziękujemy wszystkim uczestnikom, żal wyjeżdżać, ale nie ma się co martwić, jeszcze nie jedna impreza przed nami. Tak, tegoroczny sezon grzybowy można uznać za otwarty. Do zobaczenia. Smile
Pan K

 

 
 
zenit | 20.01.2010