Zdobywanie nowych terenów smardzowych
Już od dawna planowaliśmy poszukać nowych terenów smardzowych. Okazja nadażyła się w poniedziałek, bo Józek miał wolny dzień od pracy, dlatego przynudzał od wczesnego rana,że musimy zrealizować plany jeszcze niezrealizowane. Zaopatrzeni w prowiant na cały dzień, wczesnym rankiem ruszyliśmy w nieznane nam tereny smardzowe. Obraliśmy kierunek na Żywiec, po przekroczeniu granicy Słowackiej zwolniliśmy tempo jazdy z obawy na zapłacenie "pokutu". Wolna jazda, była nam całkiem na rękę, bo jadąc po "ceście", wypatrywaliśmy 100% miejsce smardzowych. W samochodzie co chwilę rozbrzmiewał okrzyk -"tu będą!" i gdy była tyko możliwość zatrzymania się, penetrowaliśmy długo upatrzone miejsca. O efekcie poszukiwań mogę powiedzieć starą prawdę: smardze rosną gdzie chcą, jak chcą, i kiedy chcą. W jednym miejscu były wielkie i dorodne, kawałek dalej były stare i wysuszone, a 15 km. dalej zaczynały się dopiero pojawiać,jednak nazbieraliśmy całkiem sporo, a ich przerobienie zajęło mi pół dnia. Niestety zdjęć mamy mało, następnym razem będzie lepiej.



